O retortach i o smolarzach w wersji nieinwazyjnej

O retortach i o smolarzach w wersji nieinwazyjnej – czyli o moim widzeniu tego świata – (*nie zawracałam gitary osobom i tak zbyt często odwiedzanym przez turystów) – skupiłam się na tym, co mogę zatrzymać obiektywem – zatrzymałam więc ciszę a posteriori.
Odejście od tradycji i spokój, jaki należy się tym osobom.
Zatrzymałam ich czas przeszły. Któremu towarzyszył tylko szum strumienia obok.
W drodze do Łopienki minęłam kilka chyba martwych retortów, nie wbijałam się dalej. To wystarczyło. Ludzki święty spokój.
Wystarczył mi dobry dialog o nich wcześniej w Uhercach, moja własna rybia intuicja i pewnego rodzaju obserwacje ludzi stąd – aby ich nie szukać. Po kiego diabła?
A to święte, racjonalne i dobre.
Zabrałam więc tylko te 3 fotografie i nie zamierzam poznawać opowieści z ich ust. Nie po to tu przyjechałam.
Każdy ma swoje granice ciszy i nieprzekraczalnej prywatności.
I tak został „po cesarzu sprzęt cesarski”, wiec tylko ten zabrałam. I amen. Nie sięgnę po więcej.
Cisza należy się tym, którzy w nadmiarze już przeżyli, zostali już odwiedzeni przez nadmiar i od którego po prostu już uciekają. Mnie wystarczą ich fotografie i historie opisane / przeczytane.
EjMen. To i tak bardzo dużo.
Bieszczady nagradzają na każdym kroku, wystarczy je raz przyjąć pod dach własnego serca. Uczą pokory.

Dodaj komentarz