Bieszczady – jestem tu pierwszy raz i zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia

Bieszczady – moje odwiedziny – cz. 1:
67600364_2322034524510617_2647486423292182528_o. Pomimo mojej dzikości wysokich gęstych świerków jakie kocham od lat u nas ….
Wpadłam jak śliwka w kompot.
Niby Lesko i prowadzące mnie w dół jeszcze nie stricte bieszczadzkie klimaty – wrzuciły mnie w inny wymiar zieleni i starych zabudowań, które odrywały mi wzrok jako kierowcy…Starałam się skupić na drodze, ale było już jadąc wgłąb coraz trudniej – pojawiały się stare zabudowania o klimatach innego, jakby zatrzymanego czasu. Bardzo trudno było mi być kierowcą z każdym kilometrem, oczy uciekały mi na boki.
A gdy zobaczyłam San i to, jak jest urokliwy – przestała dla mnie istnieć koncentracja:)
A drogi stawały się coraz bardziej kręte i wprowadzały mnie w coraz głębszy i inny wymiar zieleni, której nie zabrałabym z Dolnego Sląska, ponieważ tam łąki są złote a nie zielone.
Tu są zielone. Trawy są wysycone zielenią i jadąc w dół Polski – coraz bardziej usiane rewelacyjną roślinnością.
Apetyt mi rósł z każdym kilometrem, a ręce na kierownicy wędrowały niecierpliwie, aby wyjść już z auta i zatrzymać się tu czy tam.
Strasznie chciałam już dojechać na miejsce i wyjść z samochodu i zebrać myśli po ponad 600 km.
Wyszłam, ale zanim to się stało – przemierzałam serpentyny do miejsca przeznaczenia malutkiej miejscowości Zawóz nad Jeziorem Solińskim.
Kręta wąska droga zawiodła do malutkiej posesji z domkiem wśród innych z bali.
To jeszcze nie są właściwe Bieszczady wg znawców, ale dla mnie to już inny świat, choć stąd mam chwilę do pętli. Posesja przy wodzie, ale nie widzę z niej lustra jeziora, widok porasta częściowo nadbrzeżny drzewostan.
Mamy niszę, jesteśmy tu w gronie przyjaciół.
Pierwszego dnia odsapnęliśmy, 3 auta w drodze i kilkaset km pokonanych.
Jesteśmy w dzikszej części miejscowości i świetnie .
Stąd do wylotu mamy bardzo blisko w dzikość.
Szczególnie dla mnie istotną.
Rekonesans + adaptacja i …ruszyłam w trasę.
Wczoraj zaniosło mnie w okolice miejscowości Rajskie.
Wrzuciłam stad kierunek w Google’a Rezerwat Sine Wiry.
Gdzieś mi się coś pomerdało i z Rajskiego pojechałam przez wieś wzdłuż Sanu do Studennego i trasą jak się później okazało papieską. Droga z Rajskiego zmieniła sie w offroad wzdłuż koryta rzeki i wiodła do Studenne’go i 3 rozgalezien, z ktorych każde bylo slepe.
Na jednym z nich widnial znak przy moście ”uwaga niedzwiedzie”, drugie bylo zamkniete szlabanem, a trzecie zakazem wjazdu możliwym do przekroczenia jedynie dla służb leśnych transportujących drzewo. Fotografuję dla 2 nadleśnictw i szanuję prawa służb leśnych…. Z trudem jakże wielkim dla fotografii którą kocham, ale szanuję 🙂
Zatrzymałam się więc i szukając bezskutecznie dojazdu do Tworylnego – wycofałam się.
Tu skończył się mój chwilowy motoryzacyjny świat i wyszłam po kilka kadrów.
Wróciłam drogą garbatą, mokrą i wąską (chwalmy napęd na 4 koła 😉 Co chyba dla lokalnej społeczności typowe – (lub turystów znających to miejsce od lat) tu w okolicy mostu mają miejsce kąpiele i parking dla wielu osób.
Rajskie i jego koniec pod Studennem – jest miejscem biwakowania i jednoczesnie koncem swiata ludzi, a poczatkiem swiata dzikiego.
Trochę dziwny to odbior widząc wstęp do ostoi zwierzyny i byt ludzi?
Moze osoby żyjące tutaj znają ten obraz, dla mnie był kontrowersją.
Polegającą na tym, jak daleko posuwamy się aby sięgać po ciszę.
I jak daleko ingeruje się w byt dzikości.
Te pogranicza chyba nie powinny być pozniej powodem do konfrontacji człowieka z niedzwiedziem.
Daleko posunela sie tu granica bytu ludzi i natury.
A moze jest cos, o czym jeszcze nie wiem, a powinnam?

Dodaj komentarz