Tylko nie prosto w serce ….

untitled (255 of 510)Wpadam w las Doliny Baryczy.
Mój las.
Zamiera wszystko.
Tylko czasem wpada wiatr.
Czuć zapach runa.
Między ciszą, a ciszą tylko ptaki.
Wpadają robiąc hałas.
Wiatr znowu zabiera je ze sobą.
Opada hałas.
Wycisza się szum.
Zapada cisza.
Tylko nowy podmuch ją zaburza.
Las oddycha.
Nabiera głębszego oddechu.
Układam myśli.
Zerkam w dal.
Wpadam wgłąb,
wyłączam myśli TAM,
włączam TU.
Układam się i wtapiam.
Przestaję oddychać,
Zamieram,
Chłonę życie drzew.
Łapię wiatr.
Scalam się,
Szukam ostrości,
Ktoś mnie tu zostawił,
Lub pozwolił mi w tym żyć.
Zapadam się w siebie,
Cała jestem słuchaniem,
Bezszelestnym trybem
Po gonitwie.
Takiej, jak ta,
którą zabrałam.
Gdy świata nie ma.
Gdy żyję od nowa.
Tym, co przychodzi.
Bywa, wpada,
przebiega i jest
Moją chmarą
Myśli.
Uciekłam od gonitwy,
Wpadłam w nową
w gnanie kopyt
w moją ciszę.
Dystans,
cofam się analizując,
w tyle widzę wiatr,
zatrzymuję tylko rytm
Zapach
Chmary jeleni i czas przeszły,
bo tylko tyle zapisuje się
w moich oczach.
Umyka wszystko,
zapisuje się tylko zapach,
jak z Pól Elizejskich w Paryżu,
piżmo na runie ….
Nie szukałam wzroku,
a dostałam go dziś
z 30 par oczu,
to dużo.
W świętości miejsca,
w przedwiosennej zieleni,
w krainie wiatru,
i jakbym się tam całowała pierwszy raz.
Ciepło wypełniło mi oczy,
uśmiech, wydech i zew,
dusza rwała się w głos,
Cisza w ciele.
Wpadłam jak śliwka w kompot,
zostałam, zbudowałam tam dom,
zamieszkałam,
chciałam tam zostać.
Zabrałam tylko tyle,
ile mogłam tym,
co nie zabrało im niczego.
Siebie.
Ale serce tam zostało.
Takie sobie, ale wisi
na gałęziach nad nimi,
Czuwające.
Moje.

Dodaj komentarz