W codzienne dysonanse ubieram dzień

untitled (37 of 38).jpg
W codzienne dysonanse ubieram dzień.
Zabieram je w kontrasty i w cień.
Topię w tym głowę i wyłączam sny.
Zostawiam za sobą A GDY.
 
Zapominam o życiu w świetle, jak ćma.
Tu mam swój świat, nie licząc czasu – w tym trwam.
I oddycham rewidując to, co właśnie w nim mam.
Jak to ja.
 
Tu sobie właśnie coś wyznaczę
przecież nie czeka mnie tu żaden piedestał
gdy szukam w obrazie powietrza.
Gdy pójdę w ten na zawsze.
 
Zabieram oddech pól i łąk,
rejestr prawd i kłamstw i jesienny usychający pąk
wpuszczam w nie to, co tak w tym kocham
I wszystko to, co nadal w sobie mam.
 
Oddaję siebie i wracam inna
Słyszę zasypiające pola i ostatnie ucieczki ich dusz
Zasypia mój świat mimo, że jestem tu
Nim nadejdzie zima.
 
Zabieram z eteru ważne dwa słowa
Wysłane na pola i w zachodzące słońce
Przez tych, którzy o sobie zapomnieli
Jakby się nie kochali i podzieliła ich tylko mowa.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Dodaj komentarz