In flagranti…

 

Dziś uciekłam

Po atropinie w moich oczach.
Uciekłam. Splotłam dłonie na kierownicy.
Przed rytmem tygodnia.
Przed chłodem ust.
Dotarłam.
A potem uciekłam w las.
Po poukładanie nowego tygodnia.
Po serce, aby żyć.
Aby nie było wstyd.
I nie wybaczy mi nikt chłodu moich ust.
Ratunkiem będzie jesienne słońce.
Wybaczy mi się ten słoneczny list.
Zapamięta mi się jedynie ciszę.
To można.
Uciekłam.
Od wyboru ust.
Od szybszego oddechu.
Od dysonansów między zielenią a żółcią.
Od pytań i wyboru oczu.
Zatrzymuję tylko to, co topi mi serce.
Tu, gdzie tonie dziś wydźwięk i sens.
Tu , gdzie nie szukam głębi.
Tu, w czym topi się tydzień.
Lubię odbicia od moich piersi, gdy
zanim sfotografuję
odetchną wydźwiękiem odbitym.
Tam spotykam siebie.
Tam lubię być.

Dodaj komentarz