O jesiennych rozproszeniach i przesileniach …

untitled (3 of 37).jpg
Mija kolejny tydzień.
Nim słońce wstanie, mija kochanie.

I słońce nadal bezkarnie osiada na zmysłach.

Otula ciepłem na cale szczęście.
Przytłumi codzienną nagonkę i wyciszy myśli.
Pozwoli myślom popędzić w dal.
Zabierze, zmagazynuje i poukłada.
Słychać na polach tylko ciepły i głęboki tembr startującej perkusji i chęci aby pójść dalej.
Słychać tylko ciche zaproszenie.
Do wędrówki.
Po oderwanie i zamknięcie oczu.
Aby wejść w pola malowane rdzą.
Ogrzać to, na co czekałam cały dzień.
Spojrzenie na kłos i jego cień.
Na słońce, kochanego latarnika zagnanych myśli.
Na jesienny podmuch we włosach i zaniedbany kosmyk.
Kołdra zachodu przykrywa rozedrgane serce.
Świat przed i za słońcem.
Co było i jest.
Wytłumaczy, wyrówna i ułoży.
Nie zabierze, nie wyczyści, a przykryje.
Myśli wypuszczone w dal wędrują.
Po horyzont.
Wpadają w czerń cieni i w przepaść nieistotnych ocen.
Wynurzają się po ciepło konstruktywnych planów.
Wspinają się po kłosach niedoścignionych celów.
Aby wejść znów w ich korektę.
Zastygają na przysuszonych kwiatach.
Otulają zasypiające płatki.
I tam zostają.
Na pięciolinii perspektyw.
Nie wrócą.
Zabrały już wszystko, co pozwoli im zasnąć.
Jesień otula mi serce.
W ciszy.
Słyszę tembr bicia serca pól i przedwieczorne gadanie ptaków.
Widzę przedwieczorny popłoch, aby zdążyć zaszyć się w sen.
Oddycham przestrzeniami skąpanymi w cieple.
Tu nikt nie musi zatrzymywać mi czasu.
Tu wysiadłam aby go nie czuć.
Jesień, będę tracić czas.
Aby żyć i w niej szczęśliwie być.

Dodaj komentarz