Celos

 

Oddycham:)

Tym:

41869870_1848609905186417_6792183490893840384_o

i Tym:

untitled (286 of 308).jpg

Troszkę się zadziało…

Coś przez ten czas wygasło, a coś urosło.

Oddycham nowszym powietrzem.

Bardziej komórkowym.

Nie sądziłam, że do takiego dotrę.

Powietrzem zmian w moim życiu.

Kobiety oddychają ponoć wieloma warstwami na raz. Jeśli one tak mają, to ja rykoszetem też. Oddechem chyba dojrzałości.

Z wydechem zaczerpniętym z podróży zabranych z różnych stron. Przesyconym słońcem, ludźmi, ich spojrzeniami, wdrapywaniem się na dziwne wysokości i z wydechem emocjami na nizinach.

Wydech nie jest wprost proporcjonalny do wdechu. Selekcja odbywa się na pułapie migawki.

Zabrałam słońce, zmienności zachodów, mgły i w oparciu o cisze, do których dochodziłam jak kobieta do orgazmów.

Wszystko skumulowałam w jednym ciele, które ma swoje wydawałoby się granice.

Zabrałam pracę, zespoły napięć, rozpięć, wypięć na różne sytuacje, skumulowałam w sobie wszystko, co zawarło się od czasu niepisania tutaj.

Muzykę tego, co nie wybrzmiało.

Tak sobie o sobie teraz myślę, że kobiety są jednak skałami ulegającymi metamorfozom i erozjom, z naciskiem na to ostatnie. Ale zanim erozjom, to eksplozjom.

Bo wszystko, co trafi do ich serca, zostawia absolutnie głębokie rysy, ślady, rowy. Zapisy jak na płycie analogowej, do której nikt już nie dopasuje dobrego czytnika. Zanim zeroduje, to znajdzie swój wyraz.

Praca, dom, dziecko – czy to jedyna ścieżka budująca kobiecą ścieżkę analogową?

Powiedziałabym, że nie. Ba, na bank nie.

Doskonale jest jedynie wtedy, kiedy dokonują się odkrycia na jej żywym organizmie.

Kiedy może realizować siebie. Kiedy oddycha świadomie zaczerpniętym powietrzem.

Kiedy czuje, że jest. Czuje, że to co robi, jest tym, czego chce.

Największą zapaścią kobiecej duszy jest marazm w tym, co chce wyrazić, a nie może, bo wtedy się dusi. I nie istnieje.

Kiedy nie może wyrażać tego co czuje.

Kiedy nie może nazywać czegoś Czymś, , ani obrazem, ani słowem, ani tym, co robi.

Najprzyjemniej jest wtedy, kiedy np. jedna z form jej ekspresji znajdzie swoje ujście. Chwilowe nawet, jak to.

I chwała tym, którzy to uszanują i wiedzą, że tak musi być, bo inaczej się udusi.

Obrazem, myślą, uczynkiem i zaniedbaniem.

Może nie zawarłam tu zbyt personalnie siebie, ale spotykam na swojej fotograficznej drodze bardzo różne kobiety, których forma wyrazu jest absolutnie szeroka. Bardzo różna, dzika, pozamykana też, związana z czekaniem, oddechem, na który warto poczekać….

I to nimi w obiektywie mówiąc i ich oczami dodam to co chciałam zamknąć w tym wpisie o ich pragnieniach – że niezależnie od konstelacji gwiezdnej Portugalii, Teneryfy, Czech, Polski czy innej – one widzą i patrzą tymi samymi oczami, co ja.

Tego chyba podświadomie w nich szukam.

Kobiety oddają emocje. Te otwarte jak pani z portretu wyżej……..

Uśmiech otworzył uśmiech. Stwierdzenie, że jest piękna.

Niszowe i wątłe cienkie nici emocji budzą czasem głębsze nitki i konsekwencje niż nam się wydaje.

Obiektyw jako moja kolejna forma ekspresji sprawiają, że wychodzi na światło dzienne to co kocham. To, że odkrywam emocje, które tkwią pousypiane. A może jedynie niewydobyte.

Patrząc widzę ….. i czasem za dużo i zbyt wiele jak na moje babskie ramiona, ale wszystko zabieram. Może jedynie później wyważam, ale to dzieje się PO.

Po tym, co już się stanie.

Czasem nie zabieram obiektywu i odbieram dokładnie ten sam bagaż.

To piękne, ponieważ zupełnie niespodziewane i zaskakujące.

Zabieram to z ulic.

Idąc z obiektywem i nie przymierzając, nie prosząc. o nic.

Może powinnam się nauczyć tego, o czym wiem, a co nie jest takie dla każdego oczywiste…

że to co czujemy i mamy, przychodzi spoza nas?

jak pisał ks. J. Twardowski w tym tekście:

Może kobiety powinny częściej rewidować stan czucia znacznie częściej niż nam się wydaje?

A może przesadzam?

Patrząc widzimy, kochając kochamy, czując czujemy.

I nie jest to do zmiany.

Ponieważ takie są kobiety.

I takie uwielbiam fotografować, ponieważ są takie same jak ja.

Zero-jedynkowo kochamy, nie ma tu pośrednich.

Zero-jedynkowo seksualnie myślimy, ale tego nie powiemy tak samo jak mężczyźni.

Ponieważ wydaje nam się, że zostaniemy za to skarcone.

A co stałoby się, gdyby to znalazło wyraz?

Może jedną z najprzyjemniejszych tego form jest właśnie fotografia?

🙂

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz