Wczesna zima tego roku….
Moje ścieżki często odwiedzane…
Odcinek za Warzęgowem i pod Pieruszą.
Wzrok mi tam zawsze ucieka na pola, po których jeździłam z tatą na polowania, kiedy żył.
Wracam tam jak w magnetyczne dla mnie miejsca. To już ponad 12 lat, kiedy zmarł.
W tym roku 4 maja minie 13 lat.
Ale nie mogę oddychać lekką piersią jadąc naszymi starymi drogami, gdziekolwiek je mam.
Wszystko wiąże się z jakimś wspomnieniem.
Te wyprawy są dla mnie poza tym, że podróżami z mega porcją sentymentu i mojego dorastania – też podróżami w miejsca, które mnie teraz uczą czegoś nowego.
Odkrywam je cały czas. Wiecznie coś mnie zaskakuje, pojawia nowego.
W sumie nie wiem, dlaczego kiedyś nie bywałam w tych miejscach wcześniej. Chyba mam do siebie o to jakiś niewyjaśniony żal.
Może po prostu wygrywały dotąd inne priorytety i myślenia, optyki, pędy…
To tędy mnie wynosi w te okolice: zaczynam od strony Warzęgowa:
Jadąc do miejsca skrętu – na polach po lewej spotykam bardzo dużo rogacizny:)
Stada saren pasących się na polach i tworzących ładne widoki, kiedy wędrują na pagórki i zastygają na linii horyzontu.
To tutaj spotkałam też na starych konarach drzew piękne myszołowy.
Dla dobra tych ptaków nie wskażę dokładnie miejsca – gdzie je zastałam, ale trafiłam na niewielkie stado żołn, których nie dało się nie usłyszeć.
Po charakterystycznym odgłosie można je poznać z daleka.
Trafiłam na nie wiosną i w sierpniu ubiegłego roku:
Byłam zachwycona spotkaniem z nimi, ponieważ to rzadkość…
Tu można o nich więcej przeczytać: https://pl.wikipedia.org/wiki/Żołna_zwyczajna
Jadąc po raz pierwszy w te okolice dawno temu – spotkałam tam około 30 żurawi rozproszonych po pastwiskach. Mają tam swoje łąki.
Ten ptak zachwyca mnie odkąd go spotykam.
Są jakieś mistyczne, delikatne i piękne. Poruszają się z gracją i dostojnością, a ich okres godowy jest wyjątkowy.
Teatralne pozy i odgłosy – genialny klangor żurawi słychać z dużych odległości, a mówię tu o takich brzmieniach:
https://youtu.be/laZVFQeWwzI – to przykład wyrywkowo zaczerpnięty z sieci.
Jak dotąd moje próby sfilmowania tego – wyszły jeszcze nie najlepiej, pracuję jeszcze nad tym, aby miało to lepszy kształt i na pewno wrzucę zdobycze do bloga w lepszym momencie na to.
Pod Pieruszą i na pastwiskach trafiłam też na pięknego kabana:)
Dzik rył gdzieś w dużej odległości ode mnie i czuł się bezpiecznie.
Moja Sigma C 150-600 zarejestrowała go niby bez problemu, ale z ziarnem w obrazie mimo wszystko. brak stabilizacji i oparcie o dach auta nadal się kłaniają.
Nie miałam wtedy przy sobie statywu, aby móc to sfotografować znacznie lepiej.
Ale był, piękny jak szafa:)
I mój.
Będąc tutaj: pod Pieruszą i skręcam przy niej w lewo w dół:
i później zbaczam tutaj:
Na tej drodze trafiam na takie obrazy:
Kiedy docieram na tę drogę łączącą Pieruszę z Nieszkowicami, to wpadam zawsze na jakieś piękne stwory:)
Róg obfitości i wszelkie ruchy na niebie i ziemi.
Szpaki, wrzeszczą z daleka i kiedy się zrywają do lotu – słychać piękny szum 🙂
Wczesną zimą pojawiły się tutaj mgły, które niesamowicie kontrastowały swoim jasno błękitnym kolorem z ustępującymi brązami jesieni.
Pola żurawie, w trawach spotkałam tutaj 2 pary z maluchami.
Od ubiegłego roku wracam w to miejsce regularnie.
Te trawy skrywają niejeden skarb.
Raz wynurzają się z nich rogi kozłów, innym razem wynurzają się z nich żurawie…
Swoim krzykiem oznajmiają mi, że o mnie wiedzą:)
A kiedy zachodzi słońce – wszystko wokół robi się czerwono-rdzawe…
Kiedy zagęszcza się mgła, uruchamiają się domysły i szaleje wyobraźnia, zostawiając trochę miejsca na elementy grozy;)
Wystające z niej kształty majaczą…
Przypomina mi się wtedy jakiś horror o mgle, w której giną ludzie…
😉
no tak już jest, kiedy ogląda się kino grozy;)
Na tym drzewie siada często myszołów i inna drobnica.
Myszak obserwuje najczęściej tę część pola, na której widać obecnie najgęstszą mgłę.
Siedzi sobie jak słupek i zmyka, kiedy jestem za głośno:)
Na tym poletku z gęstą mgłą spotkałam parę żurawi, która pojawiła mi się jak dwa duchy.
Snuły się w niej cichutko.
Zanim żurki zdążyły wyjść w bardziej widoczne dla mniej pozycje – pojawił się kolejny woal z mgły nad sąsiednią łąką.
Kiedy poczekałam chwilkę na przemarsz żurków z jednej części pola na drugą – wynurzyły się, mogłam wycelować;)
Potupały troszkę i zastygały nasłuchując gdzie jestem. Doskonale o mnie wiedziały.
Przytulone do krawędzi pola i osłonięte drzewami chyba i tak nie czuły się bezpiecznie, ponieważ postanowiły sobie odlecieć;)
Zwiały jak się patrzy.
Tymczasem mgła spowiła coraz gęściej pola i łąki…
Morze i kołdra.
Cisza i jedynym ruchem, jaki w ogóle był do zarejestrowania – był ruch mgły…
W oddali słychać było jedynie szczekające psy we wsi.
Kiedy wszystko już mi pouciekało 😉 i zapadła cisza kopytna i na niebie – postanowiłam wracać przez Nieszkowice.
Tam nie znalazłam żywego ducha do złapania w mój obiektyw;)
Ale wracając do Pełczyna, po prawej stronie od drogi – mgła przecinała falami obraz.
Zatrzymałam się na chwilę.
Pełczyński kościółek majaczył we mgle.
Wieża przypominała o wzniosłościach i ważnościach.
Jak latarnia we mgle – wskazywała dobry kierunek powrotu do domu.
Chociaż gdyby nie mgła zostałabym do bardzo późna.
Zwykle tak wygląda moja droga do tych miejsc:
Jak dotąd udało mi się bywając w tym rejonie – dotrzeć do Trzcinicy Wołowskiej, ale jeszcze nie zdążyłam dobrze przypomnieć sobie miejsc wokół niej i Głębowic.
W Głębowicach bywałam wiele lat temu z tatą u zaprzyjaźnionej rodziny myśliwych.
To jak najbardziej dla mnie intrygująca okolica i na mojej mapie;)
Tak więc na pewno się tam zapuszczę z obiektywem.
Kto wie, może nawet niedługo:)















