7.12.2016

7 grudnia 2016,  9 dni po narkozie.

Mówią, że nie budzimy się nigdy tacy sami.

Potwierdzam.

Budzimy się z większym apetytem na życie i… obraz.

Z 3 plasterkami ruszyłam więc w teren. Tętno dnia było pod kontrolą.

Kilometry mijają, a w myślach kiełkuje zagadka, co zobaczę i na jaki teatr trafię.

Barycz jest zawsze zaskakująca. Urzeka miejscami ciszą, miejscami wrzawą.

Pierwsi aktorzy pojawili się na swojej scenie już za Rudą Żmigrodzką, a przed Radziądzem.

Stado czapli białych brodzące w błocie.

Miejscami wydawało mi się z daleka, że dosłownie siedzą w tym błocie.

Przed 7 grudnia spuszczono ze stawu wodę i towarzystwo liczyło na nieodłowioną małą rybę.

Na resztki z bogactwa pod wodą i na ‚ucztę bogów’;)

Zatrzymałam się niedaleko tablicy informacyjnej, aby mieć lepszy widok na aktorów;)

Czaple białe po lewej, a po prawej pierwszy mistrz sceny i gruby tuz – bielik.

Siedział w towarzystwie dwóch kolorowych dam.

Bo kto bogatemu zabroni?

Czapla siwa i biała w tle, jakby obrażone na sam fakt, że muszą go znieść za plecami.

A kto wie, może tkwiły w niepewności, co zrobi bielik?

Skojarzyła mi się Niepewność Mickiewicza…

I kobiety milionerów, których los bywa jakże zmienny. Raz na wozie, raz pod wozem.

Lub niepewność kobiet żyjących z tyranami czy ortodoksyjnymi religijnymi świrami.

Tu nie doszło do nieporozumień czy zdrad.

Tu miała miejsce absolutna symbioza, ponieważ pomiędzy czaplami, a bielikiem był dystans.

A dystans jak wiadomo, zawsze trzeba w życiu zachowywać.

Aby móc go np. potem tracić.

Stoicki obrazek i ciszę zmąciły rzadko przejeżdżające auta.

To na razie ta część Baryczy, w której zatrzymałam się w ‚publicznym’ miejscu.

Ten obszar ma mnóstwo perełek, do których dotarłam i będę sukcesywnie odkrywać tajniki tego miejsca…

Z konarów drzew obok spadł kolejny aktor.

Zaszybował nad prawie suchym dnem stawu i zastanawiał się przez chwilę, gdzie usiąść.

Bielik.

Postanowił dołączyć do kumpli. Nie zgotowano mu najcieplejszego powitania.

Podniosła się wrzawa i wrzask.

Ciszę nad stawem przeciął piskliwy krzyk bielików.

Pewnie poszło o kobietę. To zawsze lepiej brzmi, niż o rybę i teren z nią;)

My kobiety wolimy, aby męskie scysje ‚szły’ głównie o nas.

I najlepiej nie na żyletki, a na broń palną czy białą.

Bieliki mają piękne szpony.

Podczas obserwowania tej sceny można pomyśleć o analogiach do świata ludzi.

Kolejki w przychodniach np.;)

O rozdartą paszczę tych, którym się ktoś wcina.

Można też pomyśleć o Szekspirze i o ‚Wiele hałasu o nic’ 🙂

I po hałasie, siedzimy.

Ale ile się trzeba było namęczyć?

Trzeba się poskarżyć wszem i wobec na sam fakt.

A może przy okazji też podkreślić swoją obecność. Jak wyżej.

W niebo wdarł się piękny utwór.

Nie sądziłam, że trafię na tak piękny musical;)

Sceny śpiewane połączyły się z rewelacyjną choreografią.

Kocham takie kino.

Kino grozy, dynamiczne i z dobrą muzyką.

Bieliki poderwały się tym razem tylko na chwilę.

Małe przetasowanie było im najwidoczniej w swojej hierarchii niezbędne.

„Pan tu nie siedział”

Kiedy jeden z nich lądował, zastanawiałam się, czy utopi się głęboko w błocie, przecież troszkę waży… Pięknie miękko osiadł na ziemi i pokazując swoje żółte szpony – pokazał, jak krótkie portki można mieć.

Ten pan ma po prostu wodę w piwnicy;)

Spuścił głowę ze wstydu i sprawdził, czy przy okazji można coś z tego błotska wydobyć.

Jeden ‚pusty’ akwen, ale jaka dynamika zdarzeń;)

Role poobsadzane znakomicie.

Kostiumy pierwsza klasa.

Od bieli w czapli, po piękne drobne białe koraliki i mniej lub bardziej ubłocone brązy.

A ja nadal patrzę:) :

Kiedy zapadła cisza na zbyt długo i aktorzy wykonali już swoje drobne, ale jak ważne partie – trzeba było przetasować znudzoną widownię.

Bieliki wpadające w stadko czapli białych wydawały się robić  błyskawiczny porządek.

Czaple wielce obrażone i z lamentem pouciekały na bok.

Swoje miejsce przy stole w takim ptasim układzie przecież dobrze nie od dziś znają.

Przetransferowały się nie za daleko, chcąc jakby odpowiedzieć bielikom, że nie do końca ustępują.

Czaple siwe i białe i dwóch grubasów.

Blondynki i szatynki, ja wszystkie was dziewczynki….

Tam, gdzie w czaplim świecie panuje niby spokój, tam trwają pogonie i Wielkie Pardubickie między silniejszymi.

Można sobie porównać te sceny gonitwy do TOP GUN;)

Kto oglądał, ten wie.

Tu poszło o rybę.

Starszy bielik postanowił odebrać młodemu jego zdobycz:

I znów analogia do naszego świata.

Starszy mężczyzna uczy młodego jego miejsca w szeregu?

Zna się na złodziejstwie, to i praktykuje.

Bo kto silniejszemu i bardziej doświadczonemu zabroni?

Starszy model vs młodszy.

Muszę zapytać speca ornitologicznego, za którym z osobników najczęściej powędruje samica bielika?

 – za starym czy za młodym?:)

A może jest tak, że wygrywa siła?

Poniżej wylądował spektakularnie bielik i spłoszył czaple.

To jak pojawiający się silny i przystojny mężczyzna w gronie kobiet.

Powoduje poruszenie.

Z którego wynikać może kilka ruchów kobiet. Jedne zostaną, a drugie uciekną speszone.

A jeszcze inne w większości postanowią zignorować cwaniaka i mówić przy nim głośno, co o nim myślą.

On wydawałoby się ignorujący je i tak ma nad nimi pełną kontrolę.

Chłonie otoczenie.

Czasem pokaże swoje mięśnie 😉

Bo kto silnemu zabroni?

Bielik ląduje po rybkę.

Gdy zauważył go starszy osobnik, postanowił mu ją natychmiast odebrać i byłam świadkiem kolejnej sceny batalistycznej.

Tempo lotu, majestat ruchu skrzydeł i polowanie oglądało się pysznie i bez pop cornu.

Oparta o dach auta i niestety bez stabilizacji najlepszej niż takiej – starałam się nadążyć za wartką akcją filmu;)

I nie stracić wątku.

Starszy bielik z wyraźnie wybielonym ogonem miał dwie obrączki.

To jak silny facet obwieszony sygnetami, dla którego to być może jakieś insygnia.

Dla kobiet to takie ‚so so’;)

Ten ptaszor ewidentnie jest gdzieś już zarejestrowany i świetnie.

Bo to nasz skarb.

A spektakl podniebny wydawał się nie mieć końca.

Trzymać rybę i nie zgubić, zwiać i zjeść;)

Niestety starszy skutecznie pogonił młodszego na tyle, że zdobycz wyleciała mu ze szponów.

Leeeeeciała w błoto…

Wygrała siła.

I jakby nie wystarczyło to, że ryby już nie miał, młodszy musiał zostać też skutecznie przegnany.

Przynajmniej na jakąś niewielką odległość.

Jatka trwała jeszcze przez chwilę i wyglądała na nierówną.

Pyskaty młody, nauczony chwilowej tylko pokory pokazał starszemu prawie środkowy intergalaktyczny palec i pewnie się zastanawiał, gdzie znowu polecieć po kolejna rybę….

Całą tę bitwę oglądały niby nieporuszone czaple.

Przez moment zastygły w bezruchu, aby zobaczyć, co zamierza bielik.

Ten nie czekał za długo i postanowił wpaść na słówko do dam.

Nie zrobiły sobie z tego faktu absolutnie niczego.

Nie zawsze siła oznacza władzę;) A miejsce dla przystojniaka ewentualnie można zrobić.

Jeden w błotku między ‚kobietami’, a kolejny wybrał kamień.

Odsłonięty, idealny stół.

Idealny do przytrzymania i rozerwania ryby.

Wyglądało to na ucztę na piedestale.

Tylko czasami ucztę na kamiennym stole przerywała kłótnia w innej części stawu.

Do bielika przy kamieniu przyleciała niewątpliwa konkurencja czy chętni na skrawek zdobyczy.

Ale oddanie kawałka kuchni nie jest takie proste.

To jak mężczyzna, który gotuje, a któremu wydaje się, że robiąc to – kuchnia jest jego;)

Tylko inteligentne kobiety pozwalają mu się tym cieszyć;)

Bielików przybywało.

Naliczyłam ich w sumie 12.

Rozproszone pierwotnie, później zbliżyły się do siebie i kolaborowały;)

Wyglądało mi to na takie G8.

Na jakiś bardzo poważny szczyt głów państw.

Czasem któryś podnosił głos, zawtórowały mu kolejne dwa.

Męski świat i siła.

Argumentu czasem też.

😉

Może to być argument siły lub odwrotnie.

Tam, gdzie spotyka się wielu siłaczy i drapieżców – tam lecą kolejne iskry.

A kiedy opada już pył po kolejnej wygranej batalii – przy innym stawie stoją siwe duchy;)

Gabinet cieni i loża szyderców.

Garbatych i czasem na jednej nodze;)

Przecinki i paragrafy, cała interpunkcja i klucze wiolinowe.

Czaple siwe.

Pewnie bardzo było im zimno.

Leniwie omiatały wzrokiem okolicę stojąc jak słupki.

A białe damy jak to damy – syciły się ostatnimi promieniami słońca, zanim to postanowiło ostatecznie zajść…

Wygrzało? wysuszyło piórka i zachęciło do ich ekspozycji.

Spędziłam w sumie może około 3 godziny, zanim uciekło mi światło.

Przy jednym stawie zostałam najdłużej i czasem odkładając obiektyw.

Dłonie mi zamarzały.

Genialne widowisko, trafiłam po prostu na dobry moment.

Żałowałam jedynie tego, że nie byłam z obiektywem bliżej w jakiejś czatowni na poziomie gruntu bardziej.

Obserwacja przyrody to też genialny WF:)

Ruszam się kręcąc esy floresy obiektywem po niebie śledząc bieliki i ich gonitwy, nie marznę za bardzo.

Wożę ze sobą coraz więcej sprzętu. Elementem constans jest termos (Jack Wolfskin podarowany mi), który genialnie trzyma ciepło nawet do 8 h. Przetestowałam, bardzo polecam, na stronie producenta ma kod: M007.

Jeździ ze mną namiot czatownia:)

Mój nowy dom;) Zastanawiam się, czy się już nie przemeldować?

Płaszcz moro i kalosze;) Nie są tak sexy, jak sobie siebie w nich wyobrażałam, ale chronią.

Płaszcz szeleści mi po byku i muszę z czasem zamienić go na kurtkę z miękkiego materiału i kupić wodery;)

Wtedy zadam szyku i będzie mi jak na pasjonackim i ptasim catwalku;)

Wracałam do domu zziębnięta nieco, ale szczęśliwa jak po pysznej uczcie.

Genialnie jest patrząc widzieć. Wystarczy tylko otworzyć oczy i mieć trochę szczęścia.

Dodaj komentarz