29.12.2016

29 grudnia 2016…

A dziś o kopytach i skrzydłach….

Zima, słońce i poszukiwania chwilowych wyciszeń, resetów, aby kolejny krok wykonać lepiej…

Wyjechałam w stronę Wołowa z myślą, że dotrę nad stawy i sprawdzę stan w okolicach Nieszkowic.

Niedaleko od skrzyżowania mojej drogi 342 z drogą do Radecza np czy Brzegu Dolnego – po prawej stronie za pierwszym ostrym łukiem spotykam kolejny już rok daniele.

Zwykle są bardzo daleko i rok temu zauważyłam ich więcej.

Tym razem trafiłam na trzech króli;)

Byki pasły się niedaleko drogi.

Zatrzymałam się na jakimś mostku między polem a drogą i … pierwsze dwa podniosły na mnie wzrok.

Obserwowały mnie i moje intencje…

Pomalutku zmieniły pozycje i niby mając mnie w nosie – przemieszczały się w stronę lasu…

Słońce wpadając w ich sierść tak jakby odbijało się od pluszu…

Zakręciły się wokół siebie jak w tańcu, krzyżując zapachy i kto wie, może i myśli:)

A może się namawiały aby cicho wiać;)

Może jeszcze tylko jeden piękny zerk jakby z fochem na mnie zanim ostatecznie postanowiły zejść z pola;)

Dwaj panowie odeszli kawałek,

krzyżując kolejny raz poroża, łopaty, które mnie zawsze u nich fascynują… Stworzyli swoisty kielich i bukiet, jakbym miała sie ostatni raz tym widokiem nacieszyć – zanim mnie pożegnały…

Kto wie, może już rok temu poznaliśmy się w tym samym miejscu w tym samym składzie?

Może ten romans trwa już rok, a ja już nie pamiętam?:)

Niezależnie od demencji – która jest czasem bliską mi siostrą, jak jej nierozłączna przyjaciółka prokrastynacja  – czy jak ten Niemiec, który mi coraz więcej rzeczy chowa;)  – trzej królowie postanowili zejść ze sceny i najwidoczniej uznali, że tyle, ile miałam dziś o nich pomyśleć czy ich zobaczyć – w zupełności powinno mi wystarczyć.

Odjechałam z uśmiechem na twarzy, bo takie spotkania należą do jednych z moich ulubionych…

Miejscami na drodze było już ślisko…

A im bliżej stawów, nad którymi spędziłam kupę czasu – zastałam już imponujące kształty;)

Oszronione, jakby gotowe i pozujące.

Jak to pałki;)

Stawy znajdują się za Wołowem, a parametry geo nie mają tu znaczenia…

To miejsce jest dla mnie wprost proporcjonalnie ważne, jak to, że nie pożycza się pióra wiecznego czy gitarrry;)

Nad stawami nie zostałam za długo, ponieważ popędziłam lekkim truchtem, a miejscami prawie driftem;) w stronę Pieruszy i Nieszkowic.

A tu spotkałam 2 żurawie.

Najprawdopodobniej postanowiły przezimować u nas.

Przywitały mnie po prawej stronie pod Pieruszą na wzniesieniu.

Odbiłam z drogi w stronę Nieszkowic i ‚omiotłam’ obiektywem pola…

A na krzewach i drzewkach siedziały takie oto koraliki:

Kto je zna, niech skomentuje co to, bo nie wiem;)

Daniele pasły się na polu za starym PGRem….

Zachodzące słońce znowu podpalało kolorami okolicę…

Podpaliło krawędź mojej ulubionej żurawiej łąki, o której pisałam wcześniej. Snuła się tu niedawno piękna mgła….

To w tych trawach ukrywała się para żurków z młodym, które wystawiało głowę wiosną jak malutki rudawy peryskopik….

Zaobserwowałam tutaj już 2 pary z młodymi..

Kiedy wypatrywałam cudów na polach, na chwilkę zastanowił mnie ten kontrast….

To jak zdjęcie pt  – ‚znajdź niepasujący element’ 😉

Słońce rozmydliło cały obraz i sprawiło, że artysta przesadził trochę z jedną tonacją;)

Ale przecież wolno Mu.

Gdzieś tam na górze postanowiono najwidoczniej, że światłość ma się stać, a nie ciemność.

A ciemność? nie widzę ciemności;)

Jesiennie przez to na chwilę w głowie się stało.

Nostalgicznie ciepło, jak nie zimą, a taż to przecie grudzień;)

Biel must be.

Trudno. Może ten sam artysta postanowił właśnie w tej części widoków pomieszać w palecie jednostajnych barw.

Kiedy odjeżdżałam, żurki nie ruszyły się z miejsca.

Dalej żerowały w tym samym miejscu.

Cieszy mnie niezmiernie ich widok i mam tylko nadzieję, że zima będzie dla nich łagodna.

I oby ich nie dopadł żaden drapieżnik.

Są częścią integralną mojego wędrowania z aparatem i fascynują mnie od lat….

Delikatne i pełne gracji…

A dziś na odchodne taki oto kawałek:) : https://youtu.be/w00FZizsKKo

Dodaj komentarz