Barycz, 1 stycznia 2017
Wypad zaczął się widokiem odległego i szkoda, że nieostrego – stada żurawi.
Nie mam pojęcia, czy aż tak duże postanowiło zostać u nas na zimę?
Może ktoś, kto je zna – zechce to skomentować?
Pod miejscowością Osiek na odległych polach po prawej stronie….
Niewiele dalej przelatywało duże stado gęsi, na pewno nie był to jeden gatunek…
Można poznać przyglądając się w powiększeniu nieco….
Mam wrażenie, że to nie tylko zbożowe…
Kluczem, który przecinał ładnie niebo….
Tu lepiej widać paski na brzuchu gęsi drugiej od lewej i potrzebowałabym pomocy w oznaczeniu co to za….
*jeszcze się nauczę;)
Zmierzając do okolicy Rudy Żmigrodzkiej – na stawie za nią spotkałam takie oto duchy;)
Czaple siwe.
Stały zgarbione i czujne.
Chroniąc się przed chłodem.
W samej Rudzie wpadł mi jeszcze taki widok – czapli siwej. Stała na zamarzniętym stawie, podobnie jak reszta jej ‚kolegów i koleżanek” za karczmą rybną.
Żółte oczko wszystko widziało i bacznie mnie obserwowało gotowe do ucieczki 😉
Kolejna czapla stała jak wryta z iksowatymi nogami.
Wyglądała jak zahibernowana dosłownie.
Za to jaka elegancka – piękna wzorzysta pierś;)
A ta z kolei – postanowiła schować jedną nogę, bo podłogówkę jej wyłączono;)
Mistrzostwo równowagi i szczyty umiejętności jogi;)
Pozazdroszczenia godne to. ‚ O ryli’.
Przygnębienie? Starość? czy może widać coś przemykającego żywego pod powierzchnią lodu ?
Słonecznie można się wykąpać i na lodzie;)
Na sąsiednim stawie – siedząca w błotku czapla siwa – usłyszała mnie i postanowiła mi pokazać jak pięknie może poskładać skrzydła do lotu i ‚stopy baletnicy’;)
Zwiała, ale zanim to się stało – wpadła mi z pikselami na kartę SD:)
Nawet się zbytnio nie oglądając – odleciała na daleki kawałek błota przy mnichu, którym snuła się woda po odłowach…. Do niedalekiego rowu na środku stawu;)
Skoro część czapli siedziała i prażyła się w zimowym słońcu, a część uciekła – nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić stan niedaleko i….
warto było się zatrzymać, aby spotkać dwa bieliki.
Bardzo daleko, na przeciwnej stronie stawu i drzew, ale po próbie wyostrzenia – pojawiają się takie oto dwa ptaszory.
Jakiś czas temu wypatrzył je tam mój mąż i kiedy je zobaczył – stwierdził, że sfotografowałam JEGO bieliki.
No ciekkkawe.
🙂
Po dnie stawie jeździł spych, pracował nad równaniem podłoża pewnie. Kiedy podjechał za blisko drzewa z bielikami – te postanowiły zmienić miejsce, uciekły.
Majestatycznie, jak to one.
I na tak zwanego ‚straszyciela’:)
W innej słonecznej części tego samego stawu (kolo gazowni) – wysepki pilnowało takie oto towarzystwo.
Taki stawowy bay watch 😉
Zostawiłam ten rejon i pojechałam dalej w kierunku Radziądza i jadąc drogą łączącą Staw Stary i Jeleni – zatrzymałam się na niewiele przed Niezgodą po prawej stronie, aby wejść w klimat Alfreda Hitchcocka:)
Było w miarę słonecznie i mało przejmująco jeszcze przed zmrokiem, ale i tak udało mi się uchwycić te niesamowite drzewa i ich pnie…
Jak się później dowiedziałam – to Olszyny Niezgodzkie:
tu wiecej o nich:
http://www.barycz.pl/index_turystyka.php?dzial=6&kat=17&art=42
Absolutnie magiczne miejsce…
Na pewno tu wrócę kolejnym razem po inne odsłony tego miejsca.
Kielich umarłych bogów?
Towarzyszki niedoli?
Ścieżka ‚zdrowia’?
Tylko dla kogo?
Jakiego ducha?
Nie wchodząc zbyt głęboko z obiektywem – to rezerwat – rzuciłam tylko okiem na nietypowe drzewo:)
Co może przypominać?
dziurawy kubek? słuchawkę? czy łuk z mega grubą cięciwą?
Snując się drogami dotarłam do Rudy Sułowskiej i zabrałam z niej jedynie widok wyspy jak z obrazu impresjonisty, któremu zabrakło innych farb;)
I tym obrazem Barycz mnie tego dnia pożegnała….
Burczało mi w brzuchu i wracałam już do moich na obiad;)
Nasycona tym co najważniejsze – obrazem tego co kocham.
Kawałek na odchodne: https://youtu.be/DNFC0zy_DBk






















